Słyszałem, że czasy są ciężkie

To trochę tak, jakby mówić, że słyszałem o ludziach ginących w wypadkach samochodowych – ale nie znałem nikogo osobiście. Poziom ignorancji, który pozwoli ci utrzymać się na fali w życiu, to chyba coś co można nazwać dobrym, nie sądzisz? Wydaje mi się – zaznaczam – wydaje, że mój sposób na chaos jest prosty i skuteczny. Ograniczam przyjmowanie informacji jedynie do tych, które mnie interesują. Czyli? Nie czytam byle czego w sieci i nie odwiedzam popularnych portali, bo tam jest syf i masa gównianej treści, która nic nie wnosi poza miksowaniem mózgu na papkę. Nie czytam o koronawirusie, o ofiarach zamachu, nie interesuje mnie kto komu co powiedział i czemu się ubrał tak czy srak. To moi drodzy jest chyba zdrowy egoizm i zdrowy poziom ignorancji. Dlatego słyszałem, że jest ciężko gdzieniegdzie, ale u mnie jest zupełnie spoko i całkiem fajnie mi się żyje. Sorry.

Oczywiście, można pisać i mówić, że mój sposób postępowania to kiepski pomysł. Ale u mnie się sprawdza. Żyje mi się spokojniej. Szukam, czytam i rozważam kwestie/tematy/idee, które na prawdę mnie interesują. To nie jest tak, że nie mam o czym rozmawiać w towarzystwie bo nie znam nowości polityczno/skandalicznych. Mam o czym rozmawiać z ludźmi, którzy mają szerszy horyzont. Ile można narzekać na pis, na religie, na ludzi złych itp. Można bez końca ale to niewiele zmienia. Niewiele czy wiele? Zmienia ci nastrój, krzywi ci dzień, powoduje, że rodzą się w ludziach frustraci. Przerażające. A wystarczy, że ludzie bezkrytycznie zaczną oglądać i czytać jakieś popularne serwisy/portale informacyjne.

O tym, że w wielu przypadkach media są tendencyjne – wiemy wszyscy. Ale co… ogląda się przecież. A weźże sobie książkę poczytaj albo film kup(netflix,hbo,amazon i inni). Popatrz na coś, co chcesz zobaczyć a nie na to co każą ci oglądać/czytać.

Bo co zmieni, że wiem, że koronawirus zabił tyle czy tyle osób. Nic. Będę wiedział i się zastanawiał jak jest tragicznie. To owszem jest tragicznie, ale mnie nie dotknęło więc chcę żyć. Ludzie chcą żyć (ogólnie rzecz biorąc – bo wiadomo, że są ludzie, którzy gardzą życiem – ale to ich sprawa). Istnieć i się cieszyć tym, że istnieją. A dzisiejsze czasy są dość złożone i raczej – od czasu rewolucji technologicznej i eksplozji rozmnażania ludzi przez ostatnie 150 lat do ilości 8 miliardów – wiele się zmieniło w dziedzinie dostępu do informacji itp itd.

Każdy ma w życiu te same wyzwania. Zapewnić sobie byt itp. Niektórzy mają łatwiej, niektórzy trudniej. Ale to tak jak mawiał jakiś mędrzec: „mówić, ciesz się bo inni mają gorzej, to tak jakby mówić nie ciesz się bo inni mają lepiej”. Bez sensu i większego przełożenia na życie. A wszyscy ludzie z grubsza mogą sobie ogarnąć w życiu jak chcą – kwestia walki czy jej braku. Ustalenia planu czy spontaniczności. Czas nie czeka, on płynie i już.

Owszem, są obłożnie chorzy, niepełnosprawni, i inni. Ale oni też żyją i choć może nie mogą w pełni ogarnąć wszystkiego, to też zasługują na szczęście (choćby syntetyczne). Zmierzam do tego – i wracam do początku tego tekstu – że skupienie się na sobie, swoim rozwoju i odcięcie się od pewnego rodzaju syfu daje wolność mentalną. Swoisty azyl we własnej głowie. Kreujemy świat ten najbliżej nas. No jasne, ktoś mówi idź na wybory jak nie chcesz pisu itp. No oczywiście to by wiele dało. Ale ja się staram też odciąć od polityki. Bo nie chcę wybierać mniejszego zła. Ale to zbyt osobista kwestia.

Zatem – wbrew być może wielu opiniom – uważam, że pusty szum informacyjny niczemu nie służy. I to trochę tak jak ze zdrowym odżywianiem. Jeżeli posuniemy się w skrajność to odkryjemy, że sałata którą jemy rosła ileś kilometrów od fabryki czegoś tam i zawiera śladowe ilości czegoś toksycznego. Wszystko jest mniej lub bardziej zatrute więc skrajność w doborze żywności albo sprawi, że zwariujemy albo sprawi, że umrzemy z głodu. Tak samo z życiem w społeczeństwie informacyjnym, można albo zdechnąć od nadmiaru albo zwariować – bo każdy kanał, każdy ktoś zwany opiniotwórcą tworzy treść „prawdziwą” i „jedyną słuszną”. I tych jedynych słusznych treści jest tyle, że w końcu można usiąść i powiedzieć z całą stanowczością, że nie ma takiej jednej ultymatywnej.

Równowaga, zdrowy rozsądek i filtracja. W dobie informacji, która mylona jest tak często z dezinformacją zachowanie trzeźwego myślenia i pragmatyczno-zdroworozsądkowego egoizmu jest trudne. Zachęcam mimo wszytko do podjęcia wyzwań.

Socjalizuj 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Instagram
Follow by Email
Pinterest
LinkedIn